Witam Was nie mniej serdecznie aniżeli poprzednio. Obiecałem wpis, który będzie odnosił się do aspektów modowych, jednak coś pokrzyżowało moje plany. Mając na uwadze fakt, iż póki co liczba osób odwiedzających mojego bloga jest znikoma(wyrażam przekonanie, iż w najbliższym czasie sytuacja ulegnie poprawie) postanowiłem dodać krótką relację z trasy biegowej w zastępstwie obiecanego wpisu. Póki co chyba nikomu nie sprawiam zawodu, nie wywiązując sie z obietnicy :)
Poprzedni post, zawierał informację na temat tego, jaki sprzęt posiadam, co uważam za niezbędny oręż w walce z kilometrami pokonywanymi biegnąc. Dzisiejszy z kolei pokaże Wam, jak prezentuję się ubiór na autorze wpisów, czyli krótko mówiąc - na mnie :)
To tyle jeżeli chodzi o część pisaną, a teraz kilka zdjęć wykonanych spontanicznie podczas mojego treningu.
Ostatnie zdjęcie jest swoistym fenomenem, ukazuje zjawisko równie rzadko widywane co pojawienie się Komety Halleya - moją roześmianą twarz. No cóż, być może powodów do radości z jakiegokolwiek powodów będzie więcej.
Dziękuje za dotrwanie do końca, następny wpis będzie poświęcony męskiej stylizacji już z całą pewnością, pozdrawiam,




Powodzenia :)
OdpowiedzUsuńJa jak na razie nie potrafię się zmusić do biegania, ale za to nadrabiam areobikiem i od zeszłego tygodnia zumbą. O dziwo mam w grupie 2 facetów :)
Podziwiam za roześmianą twarz właśnie podczas biegu;) Mi podczas wysiłku uśmiech nie przychodzi łatwo;> Podziwiam także za uprawianie sportu. Ja ostatni raz biegałam z miesiąc temu, obiecując sobie jednocześnie, że gdy nastaną cieplejsze czasy wezmę się w garść, ale coś czuję, że moja 'silna' wola da o sobie znać w ten sposób, że kolejne wieczory będę spedzać w domu, a nie biegając;>
OdpowiedzUsuń